Wiersze Józefa Wittlina
Tren XX
Poeta pisze, że oddałby wszystko za jedno spojrzenie jej oczu. Kiedyś miał wielu przyjaciól, ale teraz do wypicia kielicha goryczy nie ma nikogo. Jest samotny, ale zamiast płakać z rozpczy składa hymny o Niobe.
Już samym tytułem nawiązuje do trenów Kochanowskiego, ale czyni to także w sposób bardziej bezpośredni. Nieco ironicznie nazywa siebie starym pajacem, który pod lipą układa gładko treny. Chciały strzaskać na głowie Urszulki swoją lutnię.
Stabat Mater
Opis “matki boleściwej”opłakującej swojego martwego, powieszonego na
rynku synka. Jej smutek był niemy. Niemcy zabrali jej synowi wszystko, nawet buty, w których będą chodzili po ziemi tak samo umeczonej jak ona.
Z kolei inna matka patrzy, jak odcinają jej synów z powroza i kładą do grobów tak samo głuchych jak jej noce (ciekawe porównania). Stała też Matka “nasza”, Polska, która na skroniach miała koronę z cierni.
Na swojską nutę.
Jest to przepełniony ironią wiersz o zatracie ludzkiej godności, o braku wartości, która wyraża się w pozornie niefrasobliwej rozmowie o handlowaniu ludzką skórą.